entriesaboutchatlinks

147. natłok myśli

thursday, 7.of april.2011, 23:37
Nie wiem co się dzieje się. Tyle wszystkiego na raz mi się na głowę zwaliło, że nie jestem w stanie tego ogarnąć. W zasadzie to nic mi się nie zwaliło... tylko tak mi się wydaje. Za dużo rzeczy chcę ostatnio robić - chyba już to skądś znam. Jakieś dwa wpisy temu mówiłam dokładnie to samo. Tak, tyle że teraz mi się jeszcze czynności pozmieniały. Po pierwsze - czytanie książek. Po drugie - czytanie mangi. Po trzecie - oglądanie anime. Po czwarte - oglądanie dram. Po piąte - słuchanie muzyki. Po szóste - nauka koreańskiego. Po siódme - nauka w szkole. Po ósme - ćwiczenia. Po dziewiąte - rozwój osobisty. I na tym w zasadzie mogę skończyć, bo jeżeli chodzi o moje pozostałe czynności, to robię je bardzo, ale to bardzo rzadko. Dlaczego? Hm, pomyślmy. Bo nie mam czasu? Ale ja się nie użalam. Powracam powoli do swego dawnego optymizmu, a więc jest dobrze. Optymizm nade wszystko. Rozwój osobisty nade wszystko. Fuckyea i takie tam. Czy sądzicie, że codziennie 6 godzin snu to w porządku? Uwielbiam spać, ale nie cierpię marnować dnia. Śpię te 6 godzin i bardzo to lubię. Więcej mi nie potrzeba do szczęścia, mimo iż naprawdę kocham spać. Brzmi trochę jak paradoks, ale myślę, że nie jest to na tyle skomplikowane, by nie móc tego pojąć. Ok, oczy mi się już zamykają, ale pewnie i tak nie będę teraz zasypiać.

146. weekend!

friday, 4.of march.2011, 21:44
Weekend, weekend, weekend... aż by się chciało żec KURWA WEEKEND!!! Martwię się ostatnio o siebie, bo mój optymizm jest poddawany ciężkim próbom takim jak niewyspanienadmiar nauki, brak ruchubrak czasu na chociażby medytację. Pf, jakbym mogła to rzuciłabym tą całą naukę w cholerę. Ale nie... nie mogę. A dlaczego nie? Bo muszę być głupim perfekcjonalnym dzieckiem, które jak się nie nauczy to nie może spać... twoje pożal się Boże - marzenia - kiedyś ciebie wykończą... idealistka. Pieprzona optymistka. Ludzie ci mówią, że się na tym przejedziesz, ale ja wiem swoje. Dopóki nie myślę o nieprzyjemnych rzeczach - czuję się wspaniale. Wszystko siedzi w mojej głowie. Ogarnij się, ogarnij się, ogarnij się. Wystarczy, że na pewne rzeczy przymkniesz oko. Nie mówię o tych rzeczach, z którymi należałoby coś zrobić, ale o tych, na które nie masz wpływu. Po prostu zamknij oczywskocz na rowernałóż na uszy słuchawki i popierdzielaj w nieznane (na telewizor). Albo po prostu idź na imprezę... tak. Jutro impreza. Osiemnastka kolegi z klasy. Niesamowicie się cieszę, bo wyszaleję się za cały poprzedni tydzień. Dodatkowo - to domówka, a nie jakaś beznadziejna impreza w klubie. Będą ludzie, będzie zabawa. Będzie super. Byłam dziś z tej okazji na zakupach i zaopatrzyłam się w sukienkę, naszyjnik, bransoletkęgranatowy lakier do paznokci inglota. Yay, jestem zadowolona.

PS Mylog bez flashowych reklam! Cudo!

145. siema

monday, 21.of february.2011, 14:13

Tak sobie czasem myślę, że nie urodziłam się tam, gdzie trzeba. Tak wiele rzeczy chciałabym robić, ale brakuje mi na to czasu. Może po prostu powinnam mniej spać? Dążenie do pełnej świadomości(1), nauka szkolna(2), nauka koreańskiego(3), dramy(4), muzyka(5), basen(6), książki(7), zdjęcia(8), podróże(9), ćwiczenia(10), gotowanie(11), wypieki(12), spotkania ze znajomymi(13)...A gdzie cholera jasna czas na bezczynne siedzenie przed komputerem w ramach odreagowania? Japierdziele, to się nazywa życie pełną parą... szkoda tylko, że jedynie na połowę wymienionych rzeczy mam czas. Druga połowa zaniedbana - kurzy się i czeka aż się zlituję.
Powiem co u mnie teraz ciekawego. Kupiłam w końcu książkę do nauki koreańskiego. Tak, tak... powinszować. Poza tym robiłam w pokoju remont, o czym już wspomniałam, ale teraz już praktycznie wszystko jest dokończone, tylko teraz trzeba resztę rzeczy poprzynosić. Poza tym brakuje mi czas na słuchanie muzyki i dramy. Dzisiaj będę romansować z gejografią - cała hydrosfera na mnie czeka... aż się chce odchodzić od komputera. Od piątku nie byłam w szkole, bo byłam chora. Praktycznie choroba trwała tylko jeden dzień, ale mama mnie dziś jeszcze puścić nie chciała. Nie to nie, łaski bez. Płakać chyba nie będę? Poza tym zima mnie już dobija, chciałabym, żeby cały ten śnieg się stopił, słoneczko się pojawiło, ja będę mogła kupić sobie jakieś zajebiste wiosenne buty, nałożyć płaszczyk, i ze słuchawkami na uszach przejść się po mieście. Czego będę słuchała, tego nie wiem. Ostatnio tak wiele nowych zespołów/wykonawców poznajdywałam, że na pewno na iPodzie mi się to wszystko nie zmieści, więc będę musiała trochę odchudzić moją bibliotekę w iTunesie. Chyba nic japońskiego już w niej nie zostanie, a z Tajwanu to jedynie prosiak znajdzie tak swój przytulny kącik (bo jakże tu prosiaka wyganiać z mojego iPoda?).

PS Taki lekki remake bloga, bo potrzebowałam takiej zmiany. Inny szablon, ikona we wpisie i wyjustowany tekst sprawia, że chyba jestem bardziej kul, na czasie, i w ogóle taka, że tylko żyć a nie umierać. Już nie wspomnę o tych pogrubieniach i braku emotikonek, fuckyea, mam w sobie to coś.